Grzałem się długo przy małym płomyczku.
Wylegiwałem się przy nim i grzałem ciało.
Jak tylko przymierał to znów go wzniecałem,
By móc patrzeć wciąż w taniec jego ogników.
W końcu, pomimo starań, płomyczek zgasnął.
Opuścił mnie i nie dało się go wzniecić już.
Marzłem sam siedząc nad resztkami ogniska,
Wspominając wciąż dotyk jego ciepła na ciele.
Odszedłem na trochę pozostawiając siedlisko,
By zebrać świeżych gałęzi i chrustu bez liku.
Ułożyłem z nich stos w miejscu pamiętnym,
A następnie rozpaliłem go by ogrzać się znów.
Siedząc teraz w cieple wypatrywałem w nim
Swojego płomyczka czy nie powrócił do mnie,
I wypatrywać będę wciąż by nie stracić okazji,
By połączyć się z nim na zawsze na wieki.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz