Odezwałaś się do mnie z chęcią rozmowy.
Przyjąłem propozycję i mówić zacząłem.
Głos był wciąż twój, ale język był nowy,
Lecz wierząc w ciebie sam to pominąłem.
Rozmawiałem otwarcie, płynnie od siebie,
Nie stosując filtru mówiłem wprost z głowy.
Robiłem tak wyłącznie specjalnie dla ciebie.
Lubiłaś to chyba bardzo. Mój brak odmowy.
Kurtyna spadła. Świat stanął w zatrwożeniu.
Nie znana mi twarz mówiła głosem twoim
Obca dłoń leżała teraz na moim ramieniu.
Rechot złowieszczy przy zdziwieniu moim.
Stałaś w oddali obserwując naszą rozmowę.
Zezwoliłaś na krwawą ucztę z serca mojego,
Tłumacząc się, że sądziłaś, że się domyślę.
Straciłem wówczas wiarę do słowa twojego.
Wybaczyłem ci twoją lekkomyślną głupotę,
Licząc na to, że zrozumiałaś już swój błąd.
Lecz nie wiem kiedy czas naprawi szkodę,
Kiedy pozwolę ci poznać znów nowy ląd.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz