Biegnę przed siebie. Biegnę co nie miara.
W pogoni wciąż za mną dawna wiara.
Na co mi ona? Nie dogonisz mnie staruchu!
Mnie co jestem młody w duchu!
I bez barier na sercu wciąż tylko przed siebie
z uśmiechem na ustach pędzę od ciebie.
Oh! Potknąłem się. To błahostka.
Nic mi nie jest. Ta drobnostka
wnet się zagoi i będzie po sprawie
serce wciąż bije, i kość dalej w stawie
z uśmiechem na ustach, z kopyta przed siebie
Odzyskać muszę twarz w śmiertelnym niebie.
Znów upadek! Twarz mi się łamię!
Rwący ból w piersi. Nie. Nie powstanę
Kto jest za mną? Kto mi rękę poda?
Zlituj się pan! Przecież mnie szkoda.
Nic. Tylko stuk butów pędzących wprzód.
Nikt nie zauważy. Zniknął mój chód.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz