Kędy tu - będąc w Warszawie,
Patrzę - czerwień stojąca,
Podziwiam - myśl znacząca,
Pomarańcza w kosmicznym stawie,
Niczym sen na jawie,
Potęga błyszcząca,
Światłem brzmiąca,
Dąży z rana ku murawie,
Rękę wyciągnąć - dotknąć tajemnicy,
Zobaczyć darzyciela życia,
Nie dane mi - wciąż stoję na ulicy,
Siedzę więc - niezadowolony z bycia,
Chcę poznać - dość mi ludzkiej nerwicy,
Zobaczę Boga! Wyrwę się z poszycia.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz