Biel poranka wpada wcześnie z rana,
Przez szybę do pokoju ze mną,
W zaduchu czuję własność wiosenną,
Strumień pada, szarość jest odbierana.
Podchodzę do okna - szyba, ciepła ściana,
Otwieram - zieleń i błękit przede mną,
Słyszę w bezruchu i czuję życia pełną,
Melodię ptaków - chyba przez Boga układana.
W las, na łąkę, nad jezioro,
Piękno nieludzkie najpiękniejsze,
Muszę się wybrać - miejsc sporo.
Niech na góry jeszcze wejrzę,
Poznać od nowa trzeba skoro,
Dziś dla człowieka to nietutejsze.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz