Idzie spokojnie wzdłuż ciemnej alei,
Księżyc widać na niebie, gwiazdy błyszczące,
Wiatr brzmi w mieście, dźwięki świszczące,
człowiek człowiekowi świadkiem dzieji.
Zza rogu ręka wylatuje – człek pada do brei,
Pięść, nóż, noga – blizny karzące,
Oczy otworzył – ślepia proszące,
Zostawili – człowiek przeszedł – nie ma nadziei.
Jeden drugiego człowieka znosi,
Mieszka, pracuje, do celu jedzie,
Nie słuchając jego próśb, jęków gdy prosi.
Kiedy człowiek człowiekowi bratem będzie?
Kiedy odpocznie ten co miłość głosi?
Kiedy ludzkość zatrzyma – i gdzie?
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz